|
Blog > Komentarze do wpisu
Międzygatunkowy apartheid."Człowiek kosmicie wilkiem" Takie hasło powinno przyświecać twórcom i widzom najnowszej produkcji Neill'a Blomkamp'a, który po latach spędzonych na robieniu efektów 3D do takich arcydzieł gatunku jak Stargate SG-1 i Smallville zajął się reżyserią. I to reżyserią przez wielkie "R". Fabularny debiut wypadł naprawde dobrze. District-9 to z pewnoscią najciekawszy film o pozaziemskich gościach od... bo ja wiem, Bliskich spotkań Spielberga? Zresztą i tak nie ma co porównywać, bo D-9 to film tak nowatorski w tym temacie jak to tylko możliwe. Byłem zaskoczony. Nie tym, że Blomkamp odwrócił klasyczne przedstawienie ludzkość - kosmici do góry nogami. Nie ma tutaj inwazji, zniszczenia. Jest za to getto, fawele w których wegetują owadopodobni obcy,grzebiąc w śmieciach, a wokół jeżdża źli ludzie w białych, opancerzonych ciężarówkach. Ale reżyser nie wpadł (chwała mu z to!) w prosta relację dobrzy - źli. Obcy nie są wcale lepsi od nas - agresywni, handlują z tubylcami własną bronią, prostytuują się. Inaczej mówiąc, polubić ich trudno. Chociaż czarnymi charakterami w tej opowieści są zdecydowanie homo sapiens, nie mamy w zasadzie nikogo z kim możemy się identyfikować. Głownego bohatera spotka kara za to, że służył korporacji, jego obcy partner dba tylko o siebie - mając do wyboru możliwość uratowania swego gatunku albo siebie i potomka (jakoś mi nie pasuje słowo syn) wybiera bez większych skrupułów to drugie. Tak więc obie rasy to tylko partykularyzm i własne interesy. Warstwa wizualna filmu jest naprawdę wspaniała. Lata doświadczeń Neill'a nie poszły na marne - film imponuje doskonałymi efektami, postacie obcych są bardzo naturalne, tak samo jak statki, czy broń. Podobne najlepsze efekty to takie, ktorych się nie zauważa. Tak jest właśnie w D-9. Film jest kręcony w formie rozbudowanego reportażu co wychodzi na dobre fabule, która nie zawiera karkołomnych scenariuszowych wolt. Na wysokości zadania stanęli aktorzy, zwłaszcza Sharlto Copley, grający główną rolę. Przechodzący na ekranie podwójną ewolucję - fizyczną i psychiczną - zagrał to naprawdę przekonywująco. Miałem wrażenie nawet, że pod koniec filmu zgubił swój denerwujący afrykanerski akcent. A co do moich subiektywnych odczuć? Coż... film mną na pewno nie wstrząsnął. Albo za duzo sobie obiecywałem, albo za dużo o filmie wiedziałem. Niewiele jest tutaj zaskakujących zwrotów akcji choć, co ciekawe, nie nudziłem się oglądając. Tematyka jest trudna, z pewnością film spotka się z krytyką, że przemyca banały o segregacji i tępieniu inności. Pada nawet w filmie magiczne słowo "concentration camp", są eksperymenty na obcych, kontrola urodzeń i niszczenie embrionów. Mocna w swym wyrazie jest scena, w której dla eksperymentu rostrzeliwuje się z kosmicznej broni bezbronnego kosmitę. Czyli jest naprawdę źle. Z nami. Bo D-9 to przecież film o nas. o naszej ludzkiej nienawiści - do tego co inne, obce, mówiące w dziwnym języku. Zabijamy i kontrolujemy, bo jesteśmy zawistni, małostkowi i nienawidzimy inności, która wydaje się od nas lepszą. To chyba chciał nam powiedzieć Blomkamp. I powiem zupełnie szczerze - udało mu się mnie przekonać. Bez zadęcia i pompatyczności. District-9 to napewno jeden z najważniejszych filmów SF ostatniej dekady. Teraz czekamy na potężną odpowiedź z plazmowego blastera jaką zaserwuje nam Hollywood pod postacią J. Camerona i jego miażdżącego Avatara. A tutaj dla porównania trailery: District-9 http://www.youtube.com/watch?v=d6PDlMggROA http://www.filmweb.pl/WIDEO+Ju%C5%BC+jest+zwiastun+%22Avatara%22+Jamesa+Camerona,News,id=53789 sobota, 22 sierpnia 2009, carrel
|
|